Archiwum kategorii: Testy sprzętu

DUNLOP Buty sportowe męskie

Logo strony Test Sprzetu

DUNLOP Buty sportowe męskie (Men’s sport shoes)

Sportowe buty Dunlop
Sportowe buty Dunlop

Powoli przyszedł czas na wymianę kolejnych butów. W Crivit-ach, w których biegałem weekendowo, wymiękła wkładka. Wprawdzie zamieniłem ją na uniwersalną ale uznałem, że cóż mi szkodzi pobiegać  w nowych, a tamte przeznaczyć do codziennego chodzenia. W końcu wypada trochę zmniejszyć stany magazynowe biegowego obuwia 🙂

Tym razem na weekendowe trasy wziąłem kupione w Biedronce – Dunlopy. Buty opisane przez producenta w sposób następujący:

„wykonane metodą strobel – dla większej giętkości i optymalnego dopasowania”
„lekkie, wygodne i zapewniające stopom oddychanie – idealne do rekreacji i uprawiania sportu, np. do biegania lub na siłownię”

Dodatkowo w ulotce wskazano takie ich zalety jak:
– modne połączenie kolorów,
– system nacięć podeszwy zaprojektowany tak, by absorbować siłę uderzenia stopy o podłoże,
– materiał z siatki umożliwia stopą oddychanie,
– elastyczna, antypoślizgowa podeszwa z amortyzowanego tworzywa EVA,
– miękkie wyścielanie brzegu cholewki dla większego komfortu,
– solidny materiał,
– wyjmowana, wyprofilowana wkładka dopasowuje się do kształtu stopy i zapewnia stabilizację sródstopia.

Materiały użyte: Wierzch: 50% poliester siatka, 50% poliuretan, Wyściółka: 100% poliester, Podeszwa: 100 % EVA.

Brzmi zachęcająco a jak jest w rzeczywistości?

Waga, rozmiar
Buty kupiłem w rozmiarze 45 i ten jest dla mnie ok. Na długość są dobre, szerokość więcej niż spora. Przy moich, w miarę wąskich stopach, luzu jest dużo. Ciężko nawet ścisnąć but sznurówkami, tak by czuć opięcie na nodze. Wagowo – 240 gr czyli naprawdę mało.

Wygląd zewnętrzny, wykonanie
Buty wyglądają znośnie. Wykonane w modnym ostatnio stylu – „nadrukowane” napisy, płynne przejścia kolorów. Barwy mogły by być wprawdzie bardziej żywe, bo użyte tu czernie i pomarańcze wyglądają raczej na sprane, no ale z drugiej strony mniej będzie po nich widać ślady użycia. „Krój” dość sportowy, chociaż brakuje tego czegoś co mają niektóre firmowe buty – takiej dynamiki, agresywności. Te są trochę klockowate.
Ciekawostką, którą mam pierwszy raz jest język Dunlopa. Cieniutki, bez piankowego wypełnienia. Nie przeszkadza to w niczym ale jak pisałem wcześniej to + szerokość i czuje się w bucie spory luz 🙂  Budziło to obawy czy Dunlop nie będzie na nodze latał i przez to np. powodował obtarć (a jak działa to poniżej).
Pod względem wykonania buciki bez zarzutu. Niedoróbek, jakichś skaz nie widziałem.

Dunlop buty sportowe
Dunlop – widok na wierzch i podeszwę

Walory użytkowe
Buty są lekkie i sprężyste (sprężyste w znaczeniu uginania się a nie odbić od  asfaltu). Czuć to na nodze. Nie trzeba z nimi walczyć biegnąc – zakłada się i od razu przemieszcza swobodnie. Podobało mi się to.
Amortyzacji specjalnej w nich nie ma. Owszem tłumią nierówności i chronią przed pułapkami chodników itp ale bliżej im ku minimalizmowi. Z tego powodu osoby, które mają słabsze nogi i nigdy nie biegały w takich „delikatnych” modelach po dłuższym dystansie mogą czuć zmęczenie.
Do tej pory biegałem w Dunlopie po suchym i tu jest ok. Trzymają się podłoża. Jak będzie po deszczu to się dopiero okaże.
Luz w butach w biegu jest ok. Dunlopy trzymają się na stopie nie latają, nie urażają. Nie dorobiłem się żadnych bąbli, obtarć achillesów, To dla mnie też plus bo bardziej pasują mi buty luźniejsze niż dopasowane.
Przewiewność na akceptowalnym poziomie. Nie grzeją ale raczej wiaterku na nóżkach nie ma.

Podsumowanie
Nakręciłem w nich na ten moment około 30 km, z czego biegi po około 10 km długości. Pod koniec niektórych trochę zmęczenie stopy czułem (wychodzi „minimalizm”) ale bez tragedii. Buty mi pasują już od początku – lekkie, luźne. Mimo, że to niska półka butów sportowych to czuję, że się polubimy 🙂

Wymiana paska w zegarku Suunto Ambit 1 (2-3)

Logo strony Test Sprzetu

Wymiana paska w zegarku Suunto Ambit 1 (2-3)

Starość niestety dała o sobie znać i pasek w moim Suunto zaczął powoli pękać. Nie było to uszkodzenie krytyczne bo poddała się 1/3 szerokości ale znając życie szybciej niż później urwałoby to się całe. Strach zgubić zegarek więc zacząłem etap ratowania.

Początkowo próbowałem kleić. „Kropelkowy” klej do połączeń elastycznych trzymał przez jakieś 2 treningi by w końcu się poddać. Elastyczny butapren ciągnął się między urwanymi miejscami (łącząc je w całość) ale szczelina jaka powstawała przy np. zakładaniu Suunto nie dawała złudzeń – to też nie będzie działać. Miałem wprawdzie wizję, że gdyby dodatkowo uszkodzone miejsce zszyć to mogłoby to mieć szansę powodzenia. Ale… bałem się, że dziurawienie może jednak, zamiast wzmocnić pasek, jeszcze go osłabić. Nie pozostało więc nic innego niż zacząć szukać paska nowego.

Okazuje się, że w Polsce jest to rzecz mało wykonalna. Nigdzie nie przyuważyłem paska do SA1. Gdzie nie gdzie były do modelu 2 lub 3 ale w cenie ponad 130 zł. Wyglądały podobnie, jednak dla mnie wydać tyle kasy to trochę za dużo by ryzykować kupno w ciemno.

Jako, że dobrze mi ostatnio idzie kupowanie z Chin 🙂 postanowiłem poszperać na Aliexpressie. Bingo… paski są 🙂 Okazuje się, że większość aukcji sprzedaje je jako pasujące do Suunto 1 + 2 + 3, co oznacza pewnie, że we wszystkich modelach są identyczne. Cenowo też rewelacja – od siedmiu do  dwudziestu kilku dolarów. Te za 7 były w pełnej palecie  kolorów, droższe  w sumie w większości czarne. Wprawdzie te z zakresu 15-2x $ wyglądały na fotkach na trochę solidniejsze uznałem jednak, że nie ma co szaleć. Jak coś ma nie pasować to lepiej stracić 28 zł niż 70 zł. Decyzja zapadła kupię sobie taki najtańszy i zobaczymy co to jest i jak się nosi. Żeby życie nie było smutne uznałem, że zaszaleję z kolorem – wziąłem pomarańczowy 🙂

Psaek do Suunto Ambit 1 2 3
Takie kolorki do naszego Suunto proponują w Chinach

Wybrałem, opłaciłem i po znośnym okresie czekania przybyła kopertka z paskiem.

Paseczek zapakowany w foliowy worek z opisem „For Ambit 3” W środku oprócz obu połówek mniejszy woreczek ze śrubokrętem i 4 nowymi śrubkami (jak wiadomo w Suunto pasek nie jest na teleskopach tylko jest przykręcany z obu stron do koperty).

Psaek do Suunto Ambit 1 2 3
Nowy pasek jeszcze w opakowaniu

Pierwsze wrażenie nie najgorsze. Pasek z przyjemnego w dotyku silikonu. Kolor ładny, żarówkowy. Pewnego rodzaju niedoróbkę kolorystyczną (?) widać od wewnątrz paska przy samym mocowaniu do koperty. Jakiś taki nijaki ten kolorek w tym miejscu, pewnie tu kończy/zaczyna się forma wtryskiwarki.

Psaek do Suunto Ambit 1 2 3
Niezbyt ładny kolor przy kopercie

No to działamy. Oryginalny pasek z użyciem chińskiego narzędzia odkręcił się całkiem dobrze (btw. jest to Torx 6, więc jak ktoś ma to spokojnie można używać swój). Mając wszystko zdjęte dokonałem czyszczenia okolic paska, bo wiadomo jakieś przybrudzenia po takim używaniu były.

Polecam tu do higieny urządzeń elektronicznych jakikolwiek płyn do okien (najlepiej na alkoholu). Plastiki czyści się nim zawsze dobrze. Nie jest inwazyjny, nie odbarwia kolorów. Alkohol, wiadomo, dezynfekuje jakby były jakieś świństwa na obudowie a przy tym szybko odparowując nie grozi ze zalejemy elektronikę (używając np. samej wody).

Pierwsza połowa montażu nowego paska poszła mi momentalnie (ta część przy wystającym module GPS). Pasowała, przykręciła się czyli ok.

Psaek do Suunto Ambit 1 2 3
Połowa roboty za mną 🙂

Druga część to niestety droga przez mękę. Była jakaś minimalna różnica wymiaru i pasek trzeba było ustawić we właściwym położeniu. Proste, nie potrzeba żadnej siły ale … 3-4 rąk 🙂 Niestety jak na złość nie było w domu nikogo kto mógłby potrzymać pasek na swoim miejscu bym go mógł przykręcić. Nakombinowałem się, wykręcając zegarek na różne strony, opierając o stół byle skoordynować to w położeniu do przykręcenia. Finalnie się udało 🙂 niemniej jak możecie to polecam poprosić kogoś o potrzymanie. Wtedy wymiana zajmie naprawdę parę minut.

Psaek do Suunto Ambit 1 2 3
Tadam 🙂 Gotowe

Po skręceniu całości (ostrożnie kręcić do oporu) pasek wygląda i trzyma ok. Nie ma szczelin przy kopercie. Nie odkręcają się śrubki. Zapina się łatwo i przyjemnie 🙂 Podczas biegów Ambit też nie jeździ po ręce. Chiński paseczek nie uraża ręki, nie trze, nie wyrywa włosków itp. Raz zdarzyło mi się tylko, że szlufka przez którą się przesuwa koniec paska, będąc przy jego końcu, przesunęła się do góry i luźny koniec paska odstawał. Ale jak szlufka jest w połowie paska to nic się nie dzieje.

Psaek do Suunto Ambit 1 2 3
Pasuje to całkiem ładnie.

Na ten moment jestem z zakupu bardzo zadowolony. Akceptowalna kasa i dalej można nosić Ambita nie bojąc się, że go zgubimy. Za jakiś czas może kupię jeszcze jakiś inny kolorek, ot tak na zapas.

AONIJIE backpack E884 – mini plecak

Logo strony Test Sprzetu

AONIJIE backpack E884 – mini plecak

Przy okazji zakupu softflasków AONIJIE wpadł mi w oko niewielki plecaczek tej samej firmy. Odblaskowy kolor, krój a’la kamizelka biegowa, możliwość przeniesienia wody i różnych drobiazgów – interesujące. Jako, że nie był taki drogi (około 14 $ bez bidonów i 18$ z dwoma bidonami) no to dołożyłem do koszyka.

AONIJIE E884
AONIJIE E884 – widok ogólny

Informacje od producenta:
Marka: Aonijie
Przeznaczenie: Odblaskowy plecak do biegania
Model: E884
Materiał: polyester net yarn, nylon spandex
Waga: 130 g
Rozmiar: uniwersalny
Płeć: Unisex (mężczyzna + kobieta)
Produkcja: Chiny
Dostępne kolory: żółty, różowy, szary, niebieski
Wyposażenie opcjonalne: 2 bidony 250 ml

AONIJIE E884
AONIJIE E884 – możliwości wykorzystanie wszystkich kieszonek

Wrażenie ogólne
Plecak przybył w foliowym worku z logo producenta. Rozciągnięty był na kartonowym wieszaczku. Chińskie metki nic ciekawego nie zawierały, ale myślę, że prostota obsługi nie wymaga studiowania dokumentacji 🙂
Gdyby ktoś miał jednak wątpliwości, co gdzie można w nim nosić, powyżej całkiem fajna obrazkowa instrukcja.
Po wzięciu w rękę plecaczek sprawiał pozytywne wrażenie. Wykonany estetycznie, nie odkryłem żadnych niedoróbek.  Paski, zamki, regulacje wszystko działa. Ewentualnie zapięcie przednie (klamra) mogłaby być bardziej solidna. Na razie jest ok, ale czy z czasem się nie wyrobi to zobaczymy.
Ciekawym patentem okazało się zamknięcie tylnej kieszonki – jest to mały magnesik (dla mnie nowość, nie miałem tego nigdzie).

AONIJIE E884
AONIJIE E884 – na modelu

Pierwsza przymiarka
Plecaczek (bardziej kamizelka?) jest naprawdę minimalistyczny. Na Chińskiem modelu wygląda normalnie, na Europejczyku (czyli ja – 183 cm wzrostu, 110 w klatce) kończy się sporo wyżej. Kawałeczek za piersią 🙂 Plusem jest na pewno regulacja – faktycznie paski da się sporo ścisnąć czy poluźnić. U mnie jeszcze trochę pasków zostaje, czyli jeszcze większy facet też powinien go na siebie wcisnąć.
Zgodnie z danymi producenta plecak jest lekki – po zważeniu miał te 130g.
Odblaski świecą bardzo ładnie. Zależało mi na tym, bo chciałbym go używać w nocy (nawet na pusto) zamiast kamizelki ostrzegawczej.

AONIJIE E884
AONIJIE E884 – widok ogólny, oświetlony

Pakowność
Zanim ruszyłem w teren popróbowałem w domu co do niego da się włożyć.
Górna kieszeń:  wejdą banknoty, jakiś mniejszy zestaw kluczy od domu czy auta.
Kieszenie przednie:
– softflask 250 ml, jak widać na zdjęciu. Wchodzi ale jakieś 1/3 wystaje,

AONIJIE E884
AONIJIE E884 + softflask 250 ml

– twardy bidon 330 ml. Długościowo bez problemu, ale ciasno i góry. Wcisnąłem z mozołem, o szybkim wyjęciu na biegu zapomnijcie,

AONIJIE E884
AONIJIE E884 + bidon 330 ml
AONIJIE E884
AONIJIE E884 + bidon 330 ml włozony

– telefon. 5,5″ wchodzi. Kawałek wystaje, szczęśliwie szans by wypadł nie ma. Mniejsze telefony mieszczą się całe.
Tylna kieszeń: po skompresowaniu (w worku) wcisnąłem leciutką wiatrówkę (coś a’la takie po 50 zł z Decathlonu). Wtedy jednak magnesik potrafi czasem się rozpiąć (może kurtkę trzeba by lepiej ułożyć).

AONIJIE E884
AONIJIE E884 i wiatrówka z Aldi

Testy/Używanie
Jak do tej pory zrobiłem w nim kilka treningów po około 5-10 km. W różnych konfiguracjach (z tyłu kurtka, z przodu softflask, telefon). Co udało mi się zauważyć:
– warto dobrze dopasować paski. Przy pierwszym biegu spiąłem je za mało i plecak lekko uciekał mi na lewą stronę,
– po dopasowaniu regulacji plecak trzyma się dość stabilnie, nie lata, nie odpina się. Ale…
– paski mają jednak tendencję do rozluźniania się. Czuć to zwłaszcza przy kolejnym zakładaniu. Trzeba je od nowa dociągać pod siebie.
– oddychalność, komfort. Jak najbardziej ok. Lekki, nie grzeje w plecy. Ponieważ w większości jest zrobiony z siatki to wrażliwe przedmioty obowiązkowo trzeba włożyć w worek. Inaczej będą mokre od potu. Przy testowych dystansach plecak nie powoduje też żadnych obtarć/urażeń. Biegałem jednak w grubszych ciuchach – ten pkt więc jeszcze do sprawdzenia dokładniej,
– pakowność. Z wkładaniem i wyciąganiem telefonu, softflaska nie ma problemu. Softlask (250 ml) jest jednak do niego zbyt wysoki. Trzyma się dobrze do momentu gdy jest w miarę pełny. Jak opróżnimy więcej, to góra smętnie wisi w doł 🙂 Wkurzało mnie to niemiłosiernie. Rada – softflask da się zgiąć w pół/zagiąć ustnik. Wtedy jest ok, chowa się w kieszenie.

Cóż. Na ten moment jestem zadowolony. Bardzo fajny, lekki plecaczek/kamizelka na treningi. Odblaskowy – widać nas w nocy (+). Podstawowe graty się mieszczą (+). Ze względu na możliwości transportowe wody (te 2×250 ml to raczej max Aonijie) nie jest to plecak na ultra. Mi zbyt szybko zabrakłoby wody. Do ponad 10 km w upałach jak najbardziej.

Soft flask AONIJIE 250ml

Logo strony Test Sprzetu

Soft flask AONIJIE 250ml (SD09-R2505)

Do tej pory jedyne softlaski (miękkie bidony) jakie miałem to chińskie wynalazki z allegro (500 ml po około 5 zł).  Ot coś takiego jak na załączonym obrazku:

Softflask No Name
Chiński No-name

Wykonane było to ze sztywnego plastiku, który i owszem można było zwinąć w rulon ale zbyt wygodny to on nie był.
Jeden z tych bidonów bardzo szybko (bo na pierwszym biegu ultra) puścił na górnym zgrzewie i kapał przy piciu. Drugi wprawdzie okazał się trwalszy, ale czy to z powodu wielkości (wystawał z bocznej kieszonki mojego plecaka Kalenji), czy mojego gapiostwa, to go zgubiłem podczas Ultra Kotliny.

Po tym traumatycznym przeżyciu, zdecydowałem, że przydałby mi się bidon lepszej jakości, a jeśli przy okazji i trochę mniejszy to już w ogóle wypas.

Szybki research na Allegro i zbyt wielkiego wyboru to nie ma 🙁 W większości sklepów dostępne są softflaski Salomona.  Domyślam się, że jest to produkt dobrej jakości, ale niestety – cena poraża. Wydać trzeba na niego ponad 50 zł. Nieliczne propozycje innych firm w sumie w podobnych cenach.
Wizja wydania ponad 100 zł za dwie buteleczki wydała mi się mało kusząca. Szczęśliwie wypatrzyłem softflask chińskiej firmy AONIJIE. Wizualnie bardzo przypomina on produkt Salomona więc albo się nim mocno wzorowali, a kto wie czy nie jest to praktycznie to samo tylko bez logo.
Aonijie można kupić na Allegro (jakiś pomysłowy rodak już je sprowadza) ale jeśli nie zależy nam na czasie to i zamówić sobie bezpośrednio (taniej) z Chin. Czy to przez Aliexpress czy E-baya, da się je spokojnie wyszukać.
Tutaj cena jest już jeszcze trochę lepsza i buteleczka w zależności od wielkości (150-500 ml) kosztuje od około 5 do 10 dolarów. Te, które wybrałem – 250 ml  bez wydłużanej rurki do picia były po jakoś po 6 $.

4 tygodnie oczekiwania minęły szybko i w końcu paczka z Chin przybyła 🙂

Po rozpakowaniu naszym oczom ukazuje się niebieski softlask zapakowany w foliowy woreczek. Ma on dodatkowo założoną karteczkę, z której jak ktoś umie to wyczyta różności 🙂

Softflask AONIJIE 250ml
Jeszcze fabrycznie nowy

Pomijając krzaczki to wychodzi, że jest to softflask o pojemności 250 ml, wykonany z TPU (termoplatyczny elastomer poliuretanowy) bez szkodliwych składników (BPA free, PVC free). Bidon dysponuje ustnikiem, który trzeba zagryźć by woda leciała (bite valve). Ot, chyba wszystko jeśli kogoś interesują metki.
Dla ciekawych – pusty, 250 ml, softflask waży 26 gr. (zważone przeze mnie). Jego wymiary to około 23 cm x 7 cm (długość x szerokość pustego).

Softflask AONIJIE 250ml
Softflask AONIJIE 250ml – widok ogólny

Przechodząc zaś do tego co ciekawsze 🙂

Bidon na pierwszy rzut oka wygląda solidnie. Materiał, z którego go zrobiono jest przyjemny w dotyku, ma aksamitną fakturę.
Góra (tam gdzie wkręca się zatyczkę) jest sztywna, cała reszta to już elastyczny softflask.
Zgrzewy całości są dość szerokie i również sprawiają dobre wrażenie. Czy tak będzie rzeczywiście to wyjdzie po jakimś czasie ale liczę, że się nie zawiodę. Dam oczywiście znać w update-cie opisu.
Pozytywnym faktem jest również to, że softflask nie śmierdzi plastikiem.

Softflask AONIJIE 250ml
Pierwsze napełnienie

Zatyczka z białego tworzywa wkręca się dobrze. Nawet nie dokręcona do oporu nie ma nieszczelności. Nic nie kapie, nie leci.
Tak samo przez ustnik. Dopóki go nie przygryziemy (czy ściśniemy ustami) woda nie leci.
Ustnik można zdemontować (np. by go lepiej umyć). Schodzi i wchodzi na rurkę z właściwym oporem więc zakładam, że i on nie będzie źródłem nieszczelności.

Softflask AONIJIE 250ml
Softflask AONIJIE 250ml – ustnik

Samo picie trudne nie jest. Nadgryzamy elastyczną końcówkę  i można wodę ciągnąć 🙂 Czy leci lekko, czy ciężko to się nie wypowiem (bo innych nie używałem). Wydaje mi się, iż tak jak trzeba – po „treningu picia” każdy powinien sobie poradzić.
W miarę picia butelka zmniejsza swoją objętość – też tak jak trzeba 🙂

Jak pisałem na wstępie nie mam niestety porównania do softflasków innych producentów ale … mam softcup Salomona więc bazując na tym powiem, że:
– kolorystycznie materiał obu jest praktycznie taki sam. Salomon jest minimalnie bardziej przeźroczysty,
– Salomon ma odrobinę bardziej chropowatą fakturę, Aonijie jest bardziej aksamitne,
– zgrzew dolny w obu jest praktycznie identyczny,
– zgrzew boczny w Salomonie jest bardziej zaakcentowany. Czuć wklęśniecie. Aonijie ma go bardziej płaskiego.

Softflask AONIJIE 250ml
Softflask AONIJIE vs softcup Salomon

 Cóż więcej… ciężko tu o jakieś kosmiczne wnioski bo to w końcu tylko bidon. Wielkościowo 250 ml pasuje mi lepiej do mojego Kalenji. Dodatkowo da się go umieścić w minimalistycznej kamizelce AONIJIE, którą też kupiłem i niedługo opiszę.
Cena jak najbardziej akceptowalna. Nie będzie szkoda jak w końcu się zepsuje/uszkodzi.

Tańsze czołówki – krótkie porównanie

Logo strony Test Sprzetu

Tańsze czołówki – krótkie porównanie

Zima przybyła. Dni mamy krótkie, szybko zapadają ciemności więc czas idealny by biegać z lampką czołową.
W sklepach/internecie czołówek do wyboru mnóstwo.  Są chińskie no-name, urządzenia solidnych firm. Parametrów i typów do wyboru, do koloru 🙂 Można się pogubić i pewnie wielu zechce zapytać innych użytkowników co warto kupić.
Czytałem sobie ostatnio opisy czołówek (na forach biegowych) i widzę, że postęp dotarł i tu. Zasilanie akumulatorami, podłączenia USB do PC i konfigurowanie tego właśnie przez komputer, adaptacyjne światło. Ludzie rozwodzą się nad tym co dobre, co potrzebne. Wow… full wypas tylko ceny coś nie bardzo –  300-1000 zł.
W sumie co kto lubi. Ja nie ukrywam, że taką kwotę wolałbym przeznaczyć na coś innego. Dla tych, którzy myślą podobnie przygotowałem mały opis lampek, które mieszczą się w kwotach do 100 zł (praktycznie do 50 bo chyba tylko Ledlenser jest trochę droższy niż 100).

TRYB TESTU
Z braku chęci i czasu by wyjść w plener wszystkie lampki testowałem w domu. Zakładałem je na siebie (świeciły więc z wysokości około 1,83m).  Pierwsze zdjęcie przy każdej lampce to patrzenie na przedmioty, które znajdowały się w odległości około 4 m ode mnie. Drugie zdjęcie to patrzenie na przedmioty, które były w odległości około 2m (nie widać ich na zdjęciach, ale daje to względne pojęcie czy wiązka światła jest bardzo skupiona czy rozproszona).
W tych urządzeniach, które mają regulację mocy/wiązki światła robiłem powyższe zdjęcia na dostępnych trybach.
Wszystkie lampki testowałem i ważyłem na tym samym, nowym komplecie baterii.
Porównanie funkcji, jakości świecenia – na oko 🙂  Większość porównywałem do LedLensera H5 bo z nim najwięcej biegam.

1. Czołówka no-name (dostałem ją ze 2 lata temu na biegu w Jedlinie Zdr.)

Czołówka no-name
Czołówka no-name

Typ/Model: No-name
Rodzaj zródła światła: 7 diód LED, natężenie światła ?
Cena (orientacyjnie): 5zł
Waga: 97 gram
Zasilanie: 3 AAA, umieszczone z przodu urządzenia
Tryby pracy: ciągły / przerywany (miganie)
Regulacja kąta pochylenia: tak, skokowo
Regulacja strumienia światła: brak
Uwagi ogólne (wykonanie, używanie): typowy no name, włącza się go dość łatwo, przełącza tryby w czasie biegu też. Spasowanie części ok, nie rozłazi się. Minusem są za to paski, bo przy rozciąganiu ich (zakładanie lampy na głowę) spadają z plastikowych mocowań. Ta lampka świeci w sumie najgorzej ze wszystkich porównywanych.

Światło na obiekty w odległości 4m
Światło na obiekty w odległości 4m
Światło na obiekty w odległości 2m
Światło na obiekty w odległości 2m

2. Czołówka no-name z Biedronki

Czołówka z Biedronki
Czołówka z Biedronki

Typ/Model: Head-Lamp CWL-H081B
Rodzaj zródła światła: 1 dioda LED 3W, natężenie światła ?
Cena (orientacyjnie): 20-49 zł (ja swoją kupiłem za 49, w tym roku były już sporo tańsze)
Waga: 138 gram
Zasilanie: 3 AAA, umieszczone z tyłu urządzenia
Tryby pracy: ciągły / przerywany (miganie)
Regulacja kąta pochylenia: tak, skokowo
Regulacja strumienia światła: tak, regulacja skupienia wiązki (płynny zoom)
Uwagi ogólne (wykonanie, używanie): Lampka wykonana solidnie, aluminiowa obudowa. Spasowanie części ok. Włącza się ją dość łatwo, przełącza tryby w czasie biegu też. Świeci całkiem ładnie. Zapomniałem niestety, że można w niej regulować skupienie wiązki światła więc zdjęcia tylko na max. rozproszonej. Ta czołówka jest najcięższa ze wszystkich porównywanych i z tego powodu jakoś nie przypadła mi do gustu by z nią biegać (czuć że trochę telepie się jej wystający mocno przód).

Światło na obiekty w odległości 4m
Światło na obiekty w odległości 4m
Światło na obiekty w odległości 2m
Światło na obiekty w odległości 2m

3. Czołówka z Lidla (Crivit)

Czołówka z Lidla
Czołówka z Lidla

Typ/Model: Crivit
Rodzaj zródła światła: 1 dioda LED 3W, natężenie światła około 80 lm
Cena (orientacyjnie): 49 zł
Waga: 73 gram
Zasilanie: 3 AAA, umieszczone z przodu urządzenia
Tryby pracy: ciągły / ciagły z 1/2 jasności, przerywany (miganie)
Regulacja kąta pochylenia: tak, skokowo
Regulacja strumienia światła: nie
Uwagi ogólne (wykonanie, używanie): Lampka wykonana dość solidnie. Spasowanie części ok. Najmniej zaufania w kontekście wodoodporności budzi pokrywka baterii, bo jest to tylko plastik, a nie guma (jak w innych). Biegając w wilgotne dni na szczęście nic nie parowało, nie zamakało, ale przy solidnym deszczu mam obawy o jej kondycję. Początkowo niezbyt wygodnie się mi ją również włączało i regulowało pochylenie (trzeba się do tego przyzwyczaić). Przy umiejscowieniu lampki na czole dobrze jest w jego płaskiej części 🙂 Gdy próbujemy umieścić ją wyżej na głowie to zaczyna się telepać.
Trochę nie podoba mi się charakterystyka świecenia bo jest bardzo mocno zaakcentowany pkt środkowy, a na bokach światła jest już mniej. Ale obiektywnie świeci solidnie i o ile LedLensera biorę na biegu Ultra to z tą biegam treningowo.

Światło na 4m, pełna moc
Światło na 4m, pełna moc
Światło na 2m, pełna moc
Światło na 2m, pełna moc
Światło na 4m, połowa mocy
Światło na 4m, połowa mocy
Światło na 2m, połowa mocy
Światło na 2m, połowa mocy

4. Czołówka Vipow URZ0074

Czołówka Vipow
Czołówka Vipow

Typ/Model: Vipow URZ0074 (płaska)
Rodzaj zródła światła: 1 dioda LED 3W, natężenie światła ?
Cena (orientacyjnie): 30 zł
Waga: 95 gram
Zasilanie: 3 AAA, umieszczone z tyłu urządzenia
Tryby pracy: ciągły
Regulacja kąta pochylenia: tak, skokowo
Regulacja strumienia światła: płynnie regulowane natężenie światła
Uwagi ogólne (wykonanie, używanie): Wizualnie przypomina mi LedLensera (czyżby trochę zrzynka?). Lampka wykonana w miarę solidnie. Spasowanie części ok, tylko guma w pokrywie baterii  nie przylega tak solidnie jak w Lenserze, czy tej z Biedronki.  Dodatkowo płynna regulacja jasności może być źródłem dostawania się wody do pojemnika z bateriami (to moje przypuszczenia nie poparte doświadczeniem).
Świeci fajnie, równomierny strumień. Dodatkowa regulacja pozwala dopasować jasność do naszych potrzeb. Jak widać na foto regulacja ta jest jednak użyteczna tylko w wąskim zakresie. Poniżej połowy mocy niewiele widać.

Światło na 4m, pełna moc
Światło na 4m, pełna moc
Światło na 2m, pełna moc
Światło na 2m, pełna moc
Światło na 4m, połowa mocy
Światło na 4m, połowa mocy
Światło na 2m, połowa mocy
Światło na 2m, połowa mocy
Światło na 4m, najniższa moc
Światło na 4m, najniższa moc
Światło na 2m, najniższa moc
Światło na 2m, najniższa moc

5. Czołówka LedLenser H5

LedLenser H5
LedLenser H5

Typ/Model: LedLenser H5
Rodzaj zródła światła: 1 dioda LED 3W, natężenie światła 25 lm
Cena (orientacyjnie): 130 zł
Waga: 108 gram
Zasilanie: 3 AAA, umieszczone z tyłu urządzenia
Tryby pracy: ciągły
Regulacja kąta pochylenia: tak, skokowo
Regulacja strumienia światła: tak, regulacja skupienia wiązki (płynny zoom)
Uwagi ogólne (wykonanie, używanie): solidnie wykonana. Spasowanie części, trzymanie na głowie bardzo dobre. Włączanie, regulacja pochylenia ok, zoom raczej regulować trzeba na postoju. Czołówka ta ma słabe w porównaniu do innych natężenie światła – tylko 25 lm, ale bardzo równomiernie świeci (piękny równy okrąg przy ustawieniu dużego rozproszenia). Jak widać na zdjęciu da się też zrobić punkt. Mi taka charakterystyka świecenia bardzo pasuje bo  widać nie tylko punkt przed sobą ale i więcej terenu wokół. Na zdjęciu testowym świecenie wyszło marnie (porównując do innych lampek), ale ręczę, że w terenie aż tak źle nie jest. Parę ultra w niej przebiegłem i było ok. Mniejsza „moc” powoduje za to, że długo świeci. Na 1 komplecie baterii alkalicznych biegłem całą noc i jeszcze do tej pory świecą one w moim Crivicie (a też parę godzin tu pobiegałem). Lenser dobrze radzi sobie również w deszczu, nic nie paruje, nie zamokło w środku.

Wiązka rozproszona, 4m
Wiązka rozproszona, 4m
Wiązka rozproszona, 2m
Wiązka rozproszona, 2m
Wiązka skupiona, 4m
Wiązka skupiona, 4m
Wiązka skupiona, 2m
Wiązka skupiona, 2m

Podsumowanie
Mimo słabego natężenia światła ze względu na solidność i równomierne rozłożenie wiązki moim numerem 1 pozostaje i tak Lenser. Ponieważ ilość światła generowana przez niego, nie dla wszystkich będzie akceptowalna, jako tańszą alternatywę polecam Crivita, ewentualnie Vipow.
Reszta jako lampy do biegania ma raczej mniejszą użyteczność. Biedronkowa jest za ciężka, a no-name raczej pozwoli nam być widocznym dla kierowców aut niż realnie oświetlać drogę.

Testowe bieganie – Salomon Speedcross 4

Logo strony Test Sprzetu

Kilka tygodni temu zapisałem się internetowo na test butów Salomon Speedcross 4 (testy sponsorowane przez InterSport). Po zapisach nastąpił okres ciszy :), zapomniałem nawet kiedy to miało być, ale finalnie dostałem wiadomość z przypomnieniem o wydarzeniu.
Jak już coś zaplanuję to staram się to zrealizować więc nie pozostało nic innego jak pojechać do Wrocławia (bo tam miał mieć miejsce test).
Przybywszy na miejsce, okolice Hali Orbita, przebrałem się w biegowe ciuchy i rozpocząłem poszukiwania gdzież to będzie ten event. Łażę trochę w lewo, trochę wprawo nikogo nie widać 🙂 Ale wreszcie ufff.. jest. Widzę auto oklejone reklamami sponsorów więc trafiłem tam gdzie trzeba.

Prowadzącą test była Natalia Tomasiak (jak doczytałem później całkiem utytułowana biegaczka). Po chwili pojawili się inni zapisani uczestnicy. W zawrotnej liczbie… 3 osób 🙂 Łącznie z prowadzącą było nas więc 5 szt, co okazało się swoistym (chociaż niezbyt chlubnym) rekordem.

No cóż, nie ilość ale jakość się liczy więc po słowie wstępnym pozostało założyć buty – Salomon Speedcross 4 i zegarek Suunto Spartan (oprócz butów można było potestować również jego).

Spokojnym truchcikiem podążyliśmy do parku gdzie nastąpiła solidna rozgrzewka i testowe okrążenia (4 jak dobrze liczę). Na koniec porcja ćwiczeń rozciągających, chwila dyskusji o sprzęcie, wręczenie pamiątkowego giftu (soft cup Salomona) i można było jechać do domu.

E… no dobrze, napiszę może jak wypadło testowanie, bo może kogoś to zainteresuje 🙂

Salomon Speedcross 4.
Salomony to buty dość specyficzne. Ciężko opisać komuś, kto nigdy ich nie używał ale w dużym skrócie to but na ciężkie warunki terenowe – błoto, śnieg, szuter. W lekkim terenie, skałach raczej się nie sprawdzają bo ich kolce „unoszą”nas nad ziemią i wcale stabilni nie jesteśmy.
Ich żywiołem jak pisałem jest naprawdę wymagający teren i tu warto je mieć. Dobrze trzymają stopę, solidna cholewka zabezpiecza przed czynnikami zewnętrznymi a przy tym są wygodne nawet na długich trasach.
Porównując model nr. 4 z jego poprzednikiem wielkich zmian nie zauważyłem. Bucik sztywny, dość wąski (mi to pasuje bo mam szczupłą stopę). Na asfalcie biegło się „powyżej” gruntu, w terenie już wygodniej (mimo, iż było sucho, a alejki parkowe ubite).
Godzinka biegania (około 9 km) nie zaowocowała żadnymi obrażeniami. Nic sobie nie obtarłem, nie uszkodziłem. Wiadomo to za krótko by coś konkretnego o bucie napisać ale jak dla mnie było ok. Chyba wrócę do swoich Speedcrossów 3 i coś sobie teraz (jesień/zima) w nich też pobiegam.

Suunto Spartan Sport Black
Oprócz butów w udziale testowym przypadł mi taki oto zegarek. Ponieważ miałem na ręku swojego Suunto Ambita miałem go nie brać ale myślę sobie co mi szkodzi pobawić się i tym.
„Czasomierz” zgrabny. Średnicą większy od Ambita, za to bardziej płaski. Wygląda na ucywilizowanego i można by go już nosić codziennie. Z wyświetlonym na ekranie a’la chronografem z daleka nie odróżniałby się od zwykłych sportowych zegarków.
Spartan, wykonany jest solidnie. Materiały sprawiały przyjemne wrażenie w dotyku (pasek, koperta, solidne mineralne szkiełko). Na ręce leżał dobrze, nie przeszkadzał.
Duża różnicę w porównaniu do Ambita widać w ekranie. Tu jest już kolorowy (ale to jeszcze nie poziom ekranów smartfonów), o dużej ostrości. Pikseli nie widać. Co więcej ekran jest dotykowy i nawet to dawało radę obsłużyć.
Wiele więcej o nim nie powiem. Sterowanie w pierwszej chwili wydawało mi się mniej intuicyjne, ale jak już zrozumiałem o co chodzi to po menu nawigowałem. Słabiej podobało mi się wychodzenie z trybu treningu. Po zastopowaniu pokazywał na ekranie opcje wznów/zakończ, naciskałem stosowny guzik i reakcji nie widziałem. Albo coś robiłem źle albo przymulał 🙂
W czasie biegu wskazywał dystans, pikał co km i wyświetlał info o tempie itp 🙂 Miał jednak włączoną chyba jakąś auto-pauzę bo na rozgrzewce mi się wyłączył i musiałem po chwili znów nacisnąć start. Z tego powodu nie mogłem na koniec porównać wskazań z moim Ambitem.
Cóż trzeba by się pobawić więcej by cokolwiek dodać. Na ten moment jednak kasa jaką za niego trzeba dać mnie wyklucza z zakupu, więc raczej nieprędko będę miał okazję Spartana wypróbować 🙂

P.S.
Przy rozciągnięciach na koniec wychodzi jakie mam tyły. Masakra jaki jestem „sztywny” 🙂 Wiek robi swoje i ciężko się wygiąć 🙂 Nie wiem czy to też zasługa butów czy braku koordynacji ale przy stanięciach na jednej nodze bujało mnie jak na morzu 🙂 Trzeba nad tym popracować.

Ultrabieganie w chłodniejsze dni

Logo strony Test Sprzetu

Może kogoś zainteresuje małe podsumowanie, jak sprawiły się ciuchy biegowe, które zabrałem na 78 km bieg UltraKotlina 70.

Jako, że na jesieni jeszcze nigdy tak długiego biegu nie „robiłem” to dylemat co wziąć był duży. Testowałem, myślałem, przebierałem 🙂
Wstępną analizę co zabiorę podawałem wcześniej:
http://rmc-audio.home.pl/RMC-biega/?p=700
N
ajważniejszymi kryteriami jak pisałem było:
– ciuchy i na cieplejszy dzień i na chłodną noc (przy czym zestaw na tyle uniwersalny by dało się biec w całości od razu),
– w miarę wiatro-wodoszczelne (ale ta wodoszczelność to taka umowna, nie mam ubrań stricte wodoszczelnych)
– no i wygoda, tak by nic nie obierało, cisnęło na długim dystansie.

Finalnie, względem planów, dokonałem jeszcze pewnych zmian i pobiegłem w takim zestawie:
– bielizna (dół) – bokserki (Kalenji),
– bielizna (góra) – termiczna z długim rękawem (Crivit),
– skarpetki – Kalejnji Kiprun Intensiv (wg producenta zapobiegają odciskom),
– koszulka – Nike Pro Combat z długim rękawem,
– legginsy – Kalenji (na chłodniejsze dni),
– kurtka – InterSport Pro Touch,
– czapka Dunlop (typowo biegowa, kupiona kiedyś w Biedronce),
– buff (no name),
– rękawiczki biegowe Crivit,
– plecak biegowy Quechua MT-10 wraz z bidonem Meteor 2l,
– buty Adidas Kanadia TR 7.

Zestaw ciuchów raczej na wersję – zimno 🙂 Pogoda spłatała mi jednak figla i w dzień okazało się być całkiem ciepło (przynajmniej do połowy dnia). Pierwszą część biegu pokonałem więc bez kurtki (miałem ją w plecaku). Na głowę zamiast czapki założyłem buffa.
W tej konfiguracji biegło mi się dobrze, nie było ani za gorąco ani za zimno.
Z nastaniem zmroku, założyłem kurtkę i czapkę. Włożyłem też rękawiczki, ale te to tak trochę na wyrost. Dałoby się biec i bez nich.
W czasie biegu wszystko spisało się bdb. Nie zanotowałem żadnych obtarć, pęcherzy. Mała uwaga: w newralgicznych miejscach wspomogłem się wazeliną (przed biegiem).
Zwłaszcza, zadowolony jestem z butów, bo tym razem nogi miałem jak nowe 🙂 (no dobra, prawie jak nowe bo jednego paznokcia trochę obiłem i pociemniał).

Jedyny minus mojego zestawu wyszedł już na mecie. Przez padający deszcz i pot wszystko miałem mokre. No i w ogóle nie chciały mi schnąć te ciuchy mimo, że siedziałem w cieple. Przez to strasznie mnie wytelepało z zimna 🙁 Opatuliłem się folią termiczną ale i to niewiele pomogło. Wybawiło mnie dopiero przyjechanie Żony i możliwość przebrania się (od razu mi przeszły trzęsawki). Jak widać, obowiązkowo trzeba mieć jednak coś suchego na przebranie na mecie.

Adidas Adistar Raven 3m – test i porównanie

Logo strony Test Sprzetu

Adidas Adistar Raven 3m – test i porównanie z Adidas Kanadia 7 TR

Dzięki uprzejmości portalu bieganie.pl dostałem do przetestowania trailowy but Adidasa – Adistar Raven 3m (rozmiar 45 1/3).
Szykując się do swojego pierwszego ultra, but ten testowałem dość solidnie na zmianę z Adidas Kanadia 7 TR (rozmiar 46, opisywany niedawno), by wybrać spośród nich te, w których pobiegnę 130 km DFBG.
Wskutek tego przedstawię tu nie tylko sam opis, ale postaram się również zasygnalizować różnice/podobieństwa pomiędzy obydwoma modelami.

Adidas Adios Raven 3M
Adidas Adios Raven 3M – wygląd zewnętrzny

 

Zaczynając standardowo 🙂 Parę danych od producenta:

Buty biegowe adidas adistar raven 3 m
Męskie buty trailowe adistar raven zostały stworzone z myślą nierównych i zróżnicowanych terenach, często też podmokłych. Zastosowane technologie takie jak podeszwa ADIWEAR™ wraz z ADAPTIVE TRAXION, zapewniające przyczepność do podłoża wtedy, kiedy jest to konieczne. Wsparcie gumąContinental przygotowuje but na każde warunki pogodowe. Dodatkowo miękka cholewka w technologi Techfit™ zapewniająca dopasowanie oraz systemADIPRENE+ wspierający wybicie, sprawiają że są to buty do zadań specjalnych.

Właściwości:

  • przeznaczone dla stopu neutralnej i supinującej
  • system ADIPRENE + w przedniej części podeszwy zapewniająca elastyczną amortyzację
  • ADIPRENE pod piętą gwarantuje miękkie lądowanie
  • podeszwa w technologi ADAPTIVE TRAXION to przyczepność i stabilność na każdym podłożu
  • guma Continental zapewnia przyczepność w każdych warunkach pogodowych
  • cholewka Techfit to dopasowanie i miękkie bezszwowe wsparcie stopy
  • elastyczna taśma zamiast sznurówek zapewnia idealne dopasowanie
  • anatomiczne dopasowanie do stopy zapewnia wkładka EVA

Materiał:

  • cholewka  – materiał tekstylny
  • wsparcie stopy – syntetyczne materiały wierzchnie
  • wyściółka – oddychająca siatka

Kolor:

  • granatowo-niebieska cholewka
  • białe paski
  • jaskrawo zielona podeszwa i język

Przeznaczenie:

  • buty trailowe

Brzmi zachęcająco 🙂 A jak jest w używaniu?

Wygląd zewnętrzny/parametry
Buty mogą się podobać. Żywe zestawienia kolorystyczne, agresywna linia. Na pierwszy rzut oka wyglądają dużo lepiej niż Adidas Kanadia (który przy nich jest dość niepozorny).

Adidas Adios Raven 3M
Adidas Adios Raven 3M – wygląd zewnętrzny

Boczne ” zęby”  podeszwy Ravena sygnalizują spore możliwości terenowe, podczas gdy sama podeszwa aż tak ostra nie jest. Jest na pewno nietypowa, mi ze swoimi okrągłymi wypustkami przypomina trochę piłkarskie korki. Ale korki te, nie wystają wcale tak mocno jak w innych trailowych butach. Salomon Speedcross czy właśnie Kanadia 7 mają swoje kołeczki dużo wyższe.
Powiedziałbym nawet, że oglądając podeszwy niektórych asfaltówek ma się wrażenie, że mają dużo głębsze wcięcia. Cóż, pozostało uwierzyć, że Adidas wie co zaprojektował i w połączeniu z gumą Continentala będzie to dobrze sprawdzać się w terenie.

Adidas Adios Raven 3M
Adidas Adios Raven 3M – nietypowa podeszwa

Całe Adidasy sprawiają wrażenie solidnych.  Cholewki mają dużo gumowatych wzmocnień (z przodu, z boków), nie ma się obaw, że przywalimy np. w kamień i od razu to poczujemy.  Kanadia takich ekstrasów  nie ma, jest ot jak zwyczajny biegowy but.
Ciekawostką jest również materiał cholewki Ravena. Jest on jednolity (nie jest to taka siateczka jak zwykle w butach biegowych). Uspokajam jednak przepływ powietrza jest normalny, kurz też brudzi nogi jeśli biegamy po piasku 🙂
„Solidność” Ravena wychodzi na wadze. Masa rozmiaru 45 1/3 to około 376 gr. podczas gdy Kanadia 7 w r. 46 waży 355 gr.

Komfort używania/rozmiar
Adidasy te dostałem w swoim normalnym rozmiarze – 45 1/3. Przy pierwszym założeniu czekała mnie jednak niemiła niespodzianka 🙁 Raveny były … niby wygodne ale ciasne :). Hmm, no może nie całkiem ciasne ale opięcie stopy w mojej ocenie było za duże. Czułem but zwłaszcza z góry ale i palce miały minimalny luz (z przodu bo szerokość Ravenów była ok – ogólnie mają one dość szeroki przód i sporo miejsca na palce). Bałem się, że przy dłuższych biegach Adios R. będą mnie po prostu obcierać.
Po pierwszych treningach (dystanse około 10 km) żadnych obtarć nie było ale wrażenie ciasności nie minęło. Szczęśliwie Raven ma wyciąganą wkładkę więc zdecydowałem, że zastąpie ją inną, cieńszą. Z posiadanych wybrałem Dunlopa, który był nie tak gruby, a przy tym nie posiada żadnych udziwnień (usztywnień itp), które mogły by zaburzać charakterystykę buta.
Na zdjęciu widać o ile cieńsza jest nowa wkładka w porównaniu do oryginału.

Adidas Adios Raven 3M
Adidas Adios Raven 3M – porównanie wkładek

Po wymianie odczucia zdecydowanie się poprawiły, but nabrał odpowiedniego luzu no i można już było biegać na całego.

Dziwne są te rozmiary Adidasa. Kanadia, którą mam niewiele większą jest za to aż zbyt luźna. By stopa trzymała się w niej stabilnie muszę wiązać je dość mocno. W tym modelu wkładka umieszczona jest na stałe (a przynajmniej tak mi się wydaje bo mojej nie umiem wyjąć :))  więc możliwości tuningu już nie ma. Pozostaje naprawdę dobrze wybrać rozmiar 🙂

W terenie

Adidas Adios Raven 3M
Adidas Adios Raven 3M – na Sowiogórskich trasach

Oba buty obiegałem na tych samych trasach o zróżnicowanym podłożu. Było wszystkiego po trochu. Bliżej cywilizacji (okolice Oleśnicy) trochę asfaltu, piasku, trawy jak i polnych-leśnych dróżek wysypanych kamieniami. W górach Sowich za to dużo luźnych kamieni (większych jak i mniejszych).  Jedno czego nie było to błota 🙂 bo ostatnie miesiące wybitnie suche. Uwaga – ze względu na porę roku nic nie mogę powiedzieć jak sprawiłby się oba modele w zimie.
Na każdym z tych rodzajów podłoża buty spisywały się dobrze. Biegło się wygodnie, czułem podłoże ale bez hardcorowych doznań po każdym nadepnięciu np. na kamień czy szyszkę. Od przeszkód bardziej izolują jednak Kanadie. Jednak niskie wypustki podeszwy Ravena powodują, że czasem potrafi nas jakiś złośliwy kamień zakłuć. Za to lepiej biegało się w Ravenie po asfalcie – bardziej jak w normalnych butach. Zęby Kanadii utrzymują nas w pewnej odległości od asfaltu i potrzeba więcej czasu by się do takiej charakterystyki biegu przyzwyczaić. Nie jest to mocno uciążliwe, da się pokonywać i tu kolejne kilometry (pamiętam ze starszych biegów, że w Salomonie Speedcross po asfalcie biegało się bardziej niewygodnie).
W terenie górskim również biegało się ok. Podbiegi, zbiegi bez kłopotu. Noga w obu nie latała do przodu. Raz czy dwa w Kanadii miałem jednak wrażenie, że stopa przemieszcza mi się na boki (chyba przez ten spory rozmiar) i to finalnie wskazało na Raven 3 jako but na Dolnośląski Festiwal Biegów Górskich.

Na treningach przed 130 km Super Trailu, w obu butach pokonałem dystanse od około 10 do 30 km w czasie od 1 godziny do 4 godzin. Oba Adidasy w takich warunkach były wygodne, nie obcierały mnie, nogi nie pociły się w nich jakoś przesadnie mimo sporych upałów.
Finalnie napiszę jeszcze, że Kanadie mają lepiej rozwiązane przyleganie buta do nogi (w górnej części). Adidas opisywał to w ich specyfikacji, że zabezpieczone są przed wpadaniem do środka buta kamyczków, piasku itp. I to rzeczywiście działało. Biegałem, było zawsze ok. W Ravenie niestety trzeba od czasu do czasu stanąć i wysypać nieproszonych gości 🙂

Finalny bieg 🙂 – 130 km Super Trail DFBG
Podczas mojego pierwszego biegu Ultra potwierdziły się w większości odczucia z treningów. Na DFBG doszedł jednak ostatni element testowy – błoto 🙂 Początkowo wydawało mi się, że Adidasy trzymają się wyśmienicie bo widziałem parę osób np. w Salomonach, którym nogi odjeżdżały na podejściach gdy ja szedłem dobrze. Niestety gdy zrobiło się z górki to i mi ze dwa razy noga poleciała do przodu i prawie usiadłem na tyłku. Przydał by się jednak bardziej terenowy bieżnik.
W sporej wilgoci poranków but nie przeszkadzał. Owszem czuło się wodę ale szybko wysychały. Dodatkowo duża liczba gumowych wzmocnień izolowała do błota (i mimo, że parę razy wdepnąłem w miarę głęboko) to nie miałem później dyskomfortu podróży.

Na całej trasie Adidas ten jakoś wybitnie nie przeszkadzał, nie podrażniał stóp. Mimo to 26 godzin to jednak trochę za dużo i bąbli się niestety dorobiłem. Ponieważ to jednak mój pierwszy tak długi bieg to nie mogę powiedzieć, że to wina buta. Całkiem możliwe, że po prostu stopy moje na aż tak wielki wysiłek przygotowane nie były.

Podsumowanie
Jak chyba widać z Adios R. jestem zadowolony (ale i z Kanadii 7TR też). Da się w nich biegać prawie wszędzie (uważając na błoto). Nie straszne im góry, lasy, asfalty, biegi ultra. Wydaje mi się, że w naszych warunkach terenowych kiedy nie ma aż tak ekstremalnego podłoża, a są za to odcinki dobiegowe po asfalcie to but sporo lepszy od mega ostrych terenówek. Polecam.

Szorty Kalenji Elioplay/Ekiden – krótki opis

Logo strony Test Sprzetu

Szorty Kalenji Elioplay/Ekiden – krótki opis

W swojej biegowej karierze najczęściej używałem długich lub krótkich legginsów. Mam ich sporo, jedne lepsze, inne gorsze. Cechą wspólną większości było to, że po dłuższym biegu (półmaraton, maraton) jednak trochę obcierały w okolicach pachwin. Niby można wrażliwe części smarować wazeliną ale gdzie by pamiętał o tym facet 🙂
W kontekście ultramaratonu lekkie obtarcia mogą jednak urosnąć do rangi poważnych kontuzji i ciągle rozglądałem się za czymś lepszym.

Elioplay
Szorty Kalenji – Elioplay

KALENJI EKIDEN
W swojej szafie miałem lekkie szorty Kalenji Ekiden (z klubowego przydziału ciuchów do biegania). Leżały sobie i leżały aż w końcu zdecydowałem się je wypróbować. I to był strzał w 10-kę 🙂

Kalenji Ekiden
Spodenki biegowe Kalenji Ekiden

Link do opisu producenta – Kalenji Ekiden

Spodenki są świetne. Leciutkie, wygodne. W środku mają wszyte majtki (z jednolitego materiału co uważam za lepsze niż „konstrukcje” siateczkowe).
Rozmiar jest dość uniwersalny bo mimo standardu odzieżowego L, spodenki mam M i są wygodne. Nie cisną, nie uwierają ani też nie utrudniają ruchu.
Oprócz gumki w pasie mają one sznureczki do zawiązywania więc regulacja rozmiaru jest w porządku. I grubsza i chudsza osoba dopasuje je do sylwetki.
Na tyłku trzymają się wyśmienicie. Nie zanotowałem żadnych chęci do ich spadania (co takie oczywiste np. w przypadku legginsów wcale nie jest).
Ekiden-y nie posiada specjalnych stref wentylacyjnych ale ich lekkość i przewiewność jest wystarczająca. Gdy się spocimy widać na nich wilgoć ale szybko schną i nie powodują dyskomfortu biegu.

Jako rekomendację powiem, że biegałem w nich wszystkie swoje ostatnie długie treningi (łącznie z tymi ponad 30 km) i nic mnie nie obciera. Super!

KALENJI ELIOPLAY (GREY-BLUE)
Ponieważ Ekiden, spisywał się bardzo dobrze przy ostatniej wizycie w Decathlonie postanowiłem pooglądać czy nie spodenek podobnych, ale jednak troszkę dłuższych.
Przymierzyłem parę modeli i najbardziej spodobał mi się Elioplay.

Kalenji Elioplay
Spodenki biegowe Kalenji Elioplay

Link do opisu producenta – Kalenji Elioplay

„Konstrukcyjnie” podobne do wyżej opisanych. Przewiewne szorty z wszytymi slipkami (jednolity materiał). Mają jednak w pasie i kroku tkaninę, która dodatkowo ma wspomagać wentylację ciała. Z „ekstrasów” zapinana na zamek kieszonka (nieprzemakalna wg. producenta) + wewnętrzna kieszeń na drobiazgi.
Zbyt wielkie rzeczy do nich nie wejdą ale klucze, mniejszy telefon powinno dać się upchać.

Szorty te mają kilka wersji kolorystycznych. Nie chciałem na lato brać czarnych więc kupiłem model niebiesko-szary.

Elioplay-e wziąłem już w swoim rozmiarze L i są ok. Ani za luźne, ani ciasne. Pasują po prostu 🙂

Podobnie jak Ekideny w czasie biegu spodnie spisują się dobrze. Dyskomfortu nie poczułem, nie przeszkadzają w bieganiu. Nie spadają no i oczywiście nie obcierają.
Prawdziwym testem dla nich będzie 130 km DFBG ale myślę, iż dadzą radę 🙂

Cóż. Oba modele jak na razie są trwałe. Nie widzę żadnych skaz, poprutych szwów. W tej cenie uważam, że warto je mieć.

Run & Bike (ACTIVLAB) – żel i izotonik

Logo strony Test SprzetuRun & Bike (ACTIVLAB) – żel i izotonik

Jak wiadomo podczas długiego i intensywnego wysiłku tracimy sporo wody i składników mineralnych. Organizm spala również posiadane zasoby energetyczne. Jeśli przekroczymy granice posiadanych zasobów to niestety czeka nas szybki spadek sił i finalnie niemożliwym będzie kontynuowanie aktywności. Nie jest to oczywiście proces natychmiastowy, dopiero z czasem niedostatki energii odczuwamy coraz mocniej. By przeciwdziałać takim kryzysom warto pomyśleć o produktach, które pozwolą nam szybko i łatwo odbudować nadwątlone siły.

Co warto więc używać?

Jednym z najlepiej (i chętnie) stosowanych środków spożywczych dla biegaczy czy innych sportowców są żele. W zależności od składu mogą być stosowane przed, w trakcie czy po aktywności fizycznej.
Ich plusem jest płynna konsystencja (łatwo się połyka) i szybka przyswajalność przez organizm. Skład żelu jest z reguły dość bogaty. Mogą mieć kofeinę, wapń, sód, potas, magnez, beta-alanine itp.
Plusem takich środków (od strony logistycznej) jest również forma. Z reguły są to niewielkie tubki lub saszetki, które łatwo można w czasie biegu przenosić, otworzyć do spożycia.
Żele popija się po zażyciu wodą więc warto je jeść przed punktami nawadniającymi. Są one bardzo słodkie (wiadomo cukier krzepi ;)) i brak przepicia może nam zafundować niezłe zamulenie. Warto o tym pamiętać.
Indywidualnie trzeba też przetestować czy dany żel nie spowoduje nam negatywnych sensacji żołądkowych. Z tego powodu warto takie, które chcemy używać na zawodach, przetestować np. przy dłuższych wybieganiach. Nigdy nie warto na zawody brać żeli nowych, nigdy nie próbowanych. Internet pełen jest opisów nieszczęśników, którzy po żelu zamiast po rekord biegli do toi-toia.

Dla biegacza bardzo ważna jest również woda, By poprawić jej przyswajalność + zafundować organizmowi podobną jak przy żelu dawkę energii wymyślono napoje izotoniczne. Posiadają one w sobie sporą dawkę węglowodanów i minerałów.
Z izotonikami jest podobnie jak z żelami. Są przed, po, w trakcie. Różne smaki, wielkości butelek. Podobnie też trzeba zachować ostrożność przy ich stosowaniu w biegu.

Przechodząc do sedna sprawy 🙂 Do tej pory stosowałem żele z Decathlonu. Kilka miesięcy temu, podczas weekendowych zakupów w jednym z marketów trafiłem na sporą ofertę produktów Run & Bike. Ceny jak za oferowane opakowanie były więcej niż korzystne więc na próbę wziąłem kilka żeli i dużą puszkę izotoniku w proszku (do rozpuszczania z wodą). Opowiem więc kilka moich uwag na temat tych produktów.

Żel – Run & Bike Endurance Gel (cola).

ŻelŻel dostajemy w 40 gramowej saszetce. Jej kształt nie odbiega od tego co oferują inni, jest wygodna do noszenia, przymocowania do pasków.
Przeznaczony jest jako przed i w trakcie wysiłku. Skład żelu wygląda na solidny (spora lista składników m.in. wszystkie wymienione wyżej).
Smakowo ok. Czuć, że to cola.

Ogólnie te które zjadłem były dla mojego żołądka ok. Nie zaszkodziły mi, żadnej zgagi, zamulenia nie miałem.

Zauważyłem jednak pewien minus tych żeli. Coś nie służy im leżakowanie. Dwa ostatnie jakie miałem napuchły, mimo, że są w dacie (23/09/2016) i przechowywane były w normalnych warunkach domowych. Hmm… dziwne. Wydawało mi się, że tak solidna porcja cukrów i „chemii” 🙂 nie powinna się zepsuć. Wygląda więc, że nie warto ich kupować na zapas i lepiej spożyć szybko.

Izotonic Run & Bike Improves Endurance (orange flavor).

IzotonikProszek (475 g) dostajemy w puszce. Od góry zabezpieczona plastikową zakrywką (przydatne bo nie dopuszcza wilgoci do środka) i pod nią srebrna folia do zdarcia.
W środku puszki jest miarka ułatwiająca dozowanie.
Izotonik ten ma w składzie- cukry, sód, potas, wapń, chlorki, magnez, witaminy B, niacyna, biotyna, kwas pantotenowy i foliowy, ekstrakt z guarany. Sporo składników, które nie tylko uzupełnią braki substancji mineralnych ale i dodadzą nam energii.

Według producenta nadaje się na 3 fazy treningu (before – during – after). W sumie tak też go używałem. W czasie biegów nie dzieję się z nim nic niepokojącego 🙂 Nie gazuje się, pieni itp. Pije się go znośnie, smak jest ok (ale miałem kiedyś np, izo Isostara i pasowało mi lepiej smakowo).
Wypraktykowałem z czasem by stosować dawkę o połowę mniejszą niż pisze na opakowaniu. Przy zgodnej z przepisem według mnie za bardzo zalatuje „proszkową chemią”.

Puszkę mam już dość długo. Ostatnio otworzyłem ją po kilku miesiącach nie używania i nic się z napojem nie stało. Zdatny do użytku.

Podsumowując -szczyt suplementów to to nie jest. Ze względu na stan żelu (leżakującego w domu) to bym ich nie kupił większej ilości. Napój lepiej ale przy zmniejszonej dawce (a to z kolei rodzi pytanie czy biorąc mniej dostarczamy organizmowi tyle składników co trzeba).
Takich produktów na rynku jest mnóstwo. Warto potestować i inne marki a na pewno znajdzie się coś dla siebie.