TRENING (TYDZIEŃ 23/2017)

Trening Biegowy

Ostatnimi czasy plany poza biegowe zawsze muszą skomplikować sprawę.  Wtorkowy trening wypadł mi z powodu prac domowych 🙂 Planowałem nadrobić go w środę ale i tu nie wyszło. Pierwszy bieg miałem więc dopiero w czwartek i już wiedziałem, że kilometrów będzie mniej niż zakładałem.
Okazuje się jednak, że nie ma sytuacji bez wyjścia 🙂 i zakończony już tydzień zamknąłem z 47,61 km w 3 treningach.
W szczegółach było tak:

Data: 08/06/2017
Dystans: 15,14 km
Czas: 01:27:49
Średnie tempo: 5:48 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – EB Brutting Diamond Star

Trening w Oleśnicy. Ponieważ wizja 3 takich samych kółek napawała mnie wstrętem to z chodników miasta pobiegłem nad Oleśnickie stawy. Tam trochę pokrążyłem wokół jeziorek by na koniec machnąć rundkę po bieżni i spokojnie wrócić do domu.
Ładnie. Biegłem w EB i przy dystansie 15 km pod koniec mocno już czułem łydki. Oj, ciekawe czy dam radę na półmaratonie (bo też w nich chcę pobiec).
Przy okazji – odzwyczaiłem się od widoku takiej ilości biegaczy 🙂 Wow ile tam narodu!

Data: 10/06/2017
Dystans: 12,23 km
Czas: 01:13:39
Średnie tempo: 6:01 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Crivit (Nike 2015)

Ponieważ w sobotę planowana była rodzinna impreza (urodziny synka) to bieg nietypowo – rano. Pobudki mi nie służą ale jakoś dałem radę. Czasowo, tempowo wyszło podobnie jak tydzień temu.

Data: 11/06/2017
Dystans: 20,23 km
Czas: 02:27:37
Średnie tempo: 7:18 min/km

Średnie tętno: –
Maksymalne tętno: –
Sprzęt: Suunto Ambit. Buty – Crivit (Nike 2015)

Plany na niedzielę były niby już określone. Około 17 km po asfaltach. Rodzinka jednak zaczęła siać wątpliwości – że gorąco strasznie i lepiej lasem. Nawet zaproponowali jakąś trasę i o dziwo mnie przekonali. Nie miało być z tego aż tyle kilometrów 🙂 ale jak już wygramoliłem się na Kozie Siodło to grzechem było nie pobiec na Wielką Sowę. Ot jakieś 13 km pod górkę 🙂 Stamtąd już pozostało zbiec w dół Sokolca i skrótami wrócić do Ludwikowic.
Sam bieg całkiem, całkiem. Ruszyłem zachowawczo, wolne tempo i pod górki nawet dawałem radę. Podchodziłem tylko w 2 fragmentach gdzie są betonowe płyty i taki wznios, że szkoda było  sił by próbować biec. „Zabił” mnie za to zbieg. Wprawdzie też przemieszczałem się wolno (bałem się, że po długim górskim biegu mogę się zdekoncentrować  i gdzieś na kamieniach wyrąbać. A nóg szkoda) ale jednak na dole miałem dość. Widać, że dawno się nie biegało po pagórkach.
Ostatnie 2 kilometry to kilka krótkich spacerków przeplatanych biegiem. Ale i tak jestem zadowolony. Pierwsze 20 km w tym roku pękło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *