Archiwa tagu: trail

Supermaraton Gór Stołowych – 01/07/2017

Supermaraton Gor Stolowych

Supermaraton Gór Stołowych – 01/07/2017

Supermaraton miał być takim moim biegiem na poprawę humoru 🙂 po nieudanych losowaniu na Bieg Ultra Granią Tatr. Całkiem fajny dystans, blisko mnie więc odpada skomplikowane logistyka. Nie myślałem długo tylko szybciutko się zapisałem i pozostało szlifować formę 🙂
Z tym szlifowanie to wyszło coś słabo ale nie uprzedzajmy faktów 🙂

Zapisy na bieg jak i wszelkie informacje o nim można znaleźć na oficjalnej stronie wydarzenia:

Supermaraton Gór Stołowych

Sporo informacji podają również organizatorzy na swoim FB więc ciężko cokolwiek pomieszać, zapomnieć.

Czas płynął … a przygotowania szły słabo. A to problemy zdrowotne, a to kiepski trening. Dość powiedzieć, że w 2017 r.  tylko dwa razy przebiegłem dystans 20 km (z czego raz po górach). Co gorsza krótsze biegi też były niezbyt często. Im bliżej było do SGS tym większy czułem niepokój. Cóż, nie jestem jednak osobą, która poddaje się bez walki (przynajmniej w bieganiu :)) więc bieg był aktualny.

Dzień przed startem udałem się z moją Małżonką do Pasterki by odebrać pakiet. Sporo było już ludzi na miejscu ale obsługa sprawna i miła. Wszystko migiem załatwiliśmy.
Sam pakiet natomiast więcej niż rozczarowuje. Były w nim… 3 ulotki innych biegów, mapa trasy, żel i baton energetyczny. Yyyy… no jak na wydaną kasę trochę ubogo. Tym bardziej, że cenowo zawody nie odbiegały od innych ultra (nawet trochę dłuższych). Tutaj minus dla organizatorów.

SGS 2017 Pasterka
Pasterka – ale napis można odnieść do wielu gór. Coś w sobie mają, że chce się w nie wracać

Niedzielny poranek to już standardowe przygotowania. Pobudka, sprawdzenie sprzętu i ubieranie się w startowy strój.
Ponieważ w dzień biegu nie dało się dojechać autem na start to czekał mnie około 2,5 km spacerek z sąsiedniej miejscowości. Jednym słowem taka rozgrzewka przez właściwym wysiłkiem 🙂 Ultrasów szło sporo, nie można było się zgubić.
Na miejsce przybyłem nawet sporo wcześniej, ale dołożywszy postój w kolejce do kibelka, czas był ok. Spiker ubarwiał pozostałe minuty różnymi gadkami, więc 20 min czekania poszło szybciutko, ostatnie rozciągnięcie, poprawa butów i poszli 🙂

SGS 2017 Start biegu
Widoczek na Start

Ilość ludzi startujących w SGS dość spora, chociaż z tego co widziałem wolne pakiety były aż do końca. Oznaczało to, iż etap do pierwszego punktu odżywczego nie pozwalał na żadne szaleństwa. Było za ciasno na trasie by wyprzedzać, przyśpieszać. W mojej części peletonu wszyscy spokojnie przesuwali się do przodu. Nawet trafiłem z tempem i nie męczyło mnie to.
Po pierwszym wodopoju poszło już sprawniej. Ludzi gdzieś ubyło, rozciągnęła się stawka. Tu biegłem już raczej sam, od czasu do czasu widząc biegaczy z przodu, czy tyłu.

Mały przerywnik o pkt. odżywczych i trasie. Jadłodajnie były tam gdzie powinny (dla mnie to ważne, nic tak nie boli jak wyliczyć sobie, że punkt powinien być a jest do niego dodatkowe 2 km :)). Wyposażone w wodę, izo (od 3 czy 4 w colę). Do zjedzenia arbuzy, pomarańcze, rodzynki, orzeszki i żelki. Obsługa miła i życzliwa.
Trasa bardzo dobrze oznaczona. Wstążki, tabliczki, malunki na ziemi. Ciężko się zgubić i to doceniam.

Jakoś po 20 kilometrze (no może bliżej 30) moje bieganie zakończyło się. Wyszły braki przygotowania i więcej zacząłem iść niż biec. Utrudnieniem była na pewno trudna, techniczna trasa, Strome podejścia wiadomo spacerkiem, ale i zbiegi były trudne. Duże nachylenie, kamienie, korzenie, błoto. Niestety biegacz mojej klasy nie mógł tu za wiele nadrobić i w dół szło też wolno.
Bliżej Błędnych Skał wystąpiła nietypowa jak na tą imprezę sytuacja (podobno pierwszy raz) czyli mocny deszcz 🙂 Dodatkowo utrudniło i zwolniło to nijaki bieg.
Braki kondycyjne + trasa, zaczęły skutkować skurczami mięśni (podobnie jak na Piekle Czantorii). Co mocniej spiąłem nogę to czułem, że moment i mnie złapie mega skurcz łydek. Z tego powodu od czasu do czasu próbowałem rozruszać mięśnie lekkim masażem no i zmiennością ruchu. Jakoś to szło ale moment katastrofy był blisko 🙂

45 km, blisko już do końca. W tym momencie zacząłem mieć stres czy nie będzie to pierwszy bieg, którego nie ukończę. Na punkcie przy Błędnych Skałach zameldowałem się jakieś 10-15 min po terminie. Składali się już powoli ale mata pomiarowa chodziła. Uff… Szybka cola i napieram dalej. Za mną już ostatki stawki więc starałem się rywalizować chociaż z tymi z tyłu. Czułem, że ktoś zwiększa tempo, bo stukot butów coraz bliżej. Niestety dziewczyna wyprzedziła mnie i szybko znikła z horyzontu. Za mną (w zasięgu wzroku) pozostał zawodnik z kijkami. Zmęczony chyba jak i ja bo mimo, że tylko szedłem nie dał rady mnie dojść.
Do walki zerwał się przed samym Szczelińcem. Na asfalcie ruszył do biegu i nawet mnie wyprzedził mimo, że i ja starałem się podbiegać. Jednak to był już jego finalny zryw. Przed schodami zaczął sobie szykować kijki i tu wyszedłem na prowadzenie. Niesiony wizją klęski (3 min do limitu) i dopingiem schodzących z góry ostro ciągnąłem do mety. Ostatnie metry, próba niezgrabnego biegu (jeszcze z 10 metrów i by mnie skurcze rozwaliły) ale dałem radę. Ufff….  Tego z tyłu wyprzedziłem o jakieś 40 sekund.

SGS 2017
Prawie koniec. Jeszcze tylko 665 schodów na Szczeliniec. Ale jak fajnie, że są moi kibice.

Dobiegłem na pozycji 383 (3 osoby jeszcze za mną się zmieściły w czasie). Wynik 09:06:05 netto. M40-135.

Wielkiej celebracji nie było. Wziąłem medal, zjadłem kilka pomarańczy (na mecie było do jedzenia tylko to co na punktach trasowych), rozmasowałem sobie solidnie łydki, fotka gór ze szczytu i można było schodzić w dół do rodziny.

SGS 2017 Meta
Widoki na Góry Stołowe z mety

Cóż. Bieg ciężki. Ciężki dodatkowo na moje życzenie bo zrobiłem go raczej siłą woli niż treningiem. Mam złe przeczucie, że kilka następnych zawodów będzie wyglądać podobnie – czasu już do nich mało i wiele nie nawojuję. Poddawać się jednak nie można, zobaczymy jak to będzie.

 Czy SGS polecam innym? Hmm… ogólnie tak. Sportowo bieg dobrze zorganizowany. Trasa ciekawa mimo, że ciężka. Jeśli jednak lubicie pamiątki (pakiety) to będzie słabo. Raczej impreza nie dla Was.

 

TEST – ADIDAS KANADIA 7 TR

Logo strony Test Sprzetu

TEST – ADIDAS KANADIA 7 TR

Przygotowując się do pierwszego ultramaratonu dużo czasu zajmowały mi rozważania jaki dobrać sprzęt.  O ile koszulka, spodenki aż takich dylematów nie stwarzały to problem miałem z butami. W końcu to jeden z najważniejszych „wspomagaczy” biegu, który będzie musiał zapewnić mi komfort przez kilkanaście ciężkich godzin.

Niestety te, które miałem wydawały mi się nie do końca odpowiednie.
Naczytałem się w internecie opisów, że Salomon Speedcross jest butem raczej na zimę i naprawdę ciężkie warunki (zresztą biegając w nich trochę w zeszłym roku czułem, że na asfalty to one się średnio nadają).
Z koleji Kalenji Kapteren Crossover budziły mój niepokój jeśli chodzi o palce. Wprawdzie teraz mnie nie obcierają (tak jak na początku) ale ultra to jednak trochę więcej jak półmaraton.

Z tych powodów rozglądałem się za czymś nowym. Jak to u mnie niespodziewanie na wyprzedaży wypatrzyłem Adidasy Kanadia 7 TR.
Cena zachęcała do zakupu, marka w mojej ocenie solidna więc postanowiłem spróbować.

Adidas Kanadia TR 7 charakteryzuje się następującymi parametrami (za producentem):

  • Waga: 275 g (rozmiar 42,5)
  • Przewiewna, wykonana z oddychającej siatki cholewka; wspierające, syntetyczne nakładki
  • Osłona przeciwbłotna zapobiega przedostaniu się błota i wody do buta
  • Komfortowa, tekstylna wyściółka
  • Lekka, amortyzowana podeszwa środkowa
  • Zewnętrzna podeszwa TRAXION™ zapewnia maksymalną przyczepność we wszystkich kierunkach; typ stopy: neutralna

Buty dostajemy w standardowym pudełeczku Adidasa. W środku są buty no ale czego innego można oczekiwać 🙂

Adidas Kanadia TR 7

Pierwszy rzut oka na nie nie wykazuje żadnych problemów. Szyte, klejone solidnie – niedoróbek nie widać. But widać, że przeznaczony na teren (ma mocną, agresywną rzeżbę podeszwy). Przód obudowany, wzmocnienia chronią przed uderzeniami palcami np. o kamienie. Mimo to Kanadia jest lekka. Rozmiar 46 waży około 354 gr. Kolororystycznie Kanadii jest sporo. Jest w czym wybierać, chociaż większość modeli jest raczej stonowana (nie ma szalonych połączeń barw). Po szczegóły polecam przejrzeć stronę Adidasa

http://www.adidas.pl/buty-kanadia-7-trail/AQ5041.html

Adidas Kanadia TR 7

Moje (zieleń z czernią + biała podeszwa) zbyt piękne nie są ale taki urok wyprzedaży 🙂 Zawsze jest jakiś haczyk.
Tutaj  oprócz koloru, problemem była też rozmiarówka. Do wyboru miałem 44,5 albo 46. 44,5 były zbyt dopasowane ale na szczęście 46 pasowało całkiem dobrze. Poprzednie moje trailowe Adidasy też miałem w sporym rozmiarze 45 2/3 czyli powinno być ok.

Przymiarka butów przebiegła pomyślnie. W przedniej części jest sporo miejsca na palce. Szanse, że je obetrę raczej są małe. Szerokość buta z kolei nie jest monstrualna i spokojnie da się związać je tak, że noga wewnątrz nie lata.

Adidas Kanadia TR 7
Zakupione buty do tej pory przetestowałem na około 35 km tras (z czego jeden bieg około 24 km i 2:40 godziny czyli sporo). Oprócz błota (bo sucho wybitnie) przebiegłem się w nich po większości nawierzchni jakie można napotkać. Był asfalt, spore kamienie, drobne kamyczki, piach, trawa czy ubite szutry.

Biega się dobrze. Czuć z jednej strony amortyzację podeszwy ale jednocześnie dobrze tłumi ona przeszkody. Mam tu na myśli, iż czujemy np. rodzaj podłoża po którym biegamy. Następując jednak na kamienie nie wybijają się one w stopę. Odbiera się to w sposób stłumiony, nie powodujący dyskomfortu. To dobrze wróży na długie trasy.

Podbiegi, zbiegi nie są w nich problemem. Stopa trzyma się w bucie stabilnie, nie przesuwa. Na nawierzchniach, po których biegałem kontrolujemy ruch, nie ślizgamy się (ale też i podłoże nie było zbyt wymagające po prawdzie).

Plusem buta był także fakt, że po solidnym zawiązaniu go do środka nie leciały mi  żadne kamyczki, piasek (a inne jakie miałem często takie atrakcje gwarantowały). Chyba osłona, o której pisze Adidas działa.

Jedną z rzeczy co do których miałem obawy było zachowanie buta na asfalcie. W Salomonach biegało się po nim średnio. Uniesieni byliśmy nad ziemią 🙂 co powodowało średnie uczucie. Tutaj w pierwszej chwili jest podobnie. Kostki bieżnika są jednak bardziej „stępione”  i większą powierzchnią dotykają podłoża. Po chwili da się do tego przyzwyczaić i leci się całkiem dobrze.

Po treningach nogi miałem ok, bez żadnych uszczerbków. Nie dorobiłem się bąbli, obtarć. To dobrze wróży na dalsze trasy.

Od strony zużycia pokonane dystanse są raczej zbyt małe by wyrokować o trwałości Adidasa ale potwierdzam, że jak na razie jest w porządku. Nic się nie oderwało, starło (podeszwa jak nowa). Jedyne ślady pracy buta to delikatne kreseczki, ubicia pianki z boków (tak mają jednak praktycznie wszystkie buty i nienależy się tego obawiać).

Kanadie będę jeszcze oczywiście rozbiegiwał przed ultramaratonem więc postaram się za jakiś czas zaktualizować wrażenia z ich używania.

TRENING (TYDZIEŃ 20) – 19/05/2015

trening

Tydzień 20 – 19/05/2015

Dystans: 13,46 km
Czas: 01:19:15
Średnie tempo: 5:53 min/km
Średnie tętno: –

Sprzęt: SpoQ SQ100. Buty – Salomon Speedcross 3

Treningowo to już wiele przed Rzeźnikiem nie nawojuje (szkolnym językiem pisząc – co się nie nauczyłem to się już nie nauczę :)) no to przynajmniej postaram się by mi się biegło wygodnie. W tym celu ten jak i najbliższe 2-3 treningi zejdę z asfaltów i wezmę się za rozbiegiwanie nowych Salomonów.
Butów mi trochę było szkoda na bieganie po Oleśnicy udałem się więc na wieś i postanowiłem zrobić trasę po polnych drogach. Start biegu w gęstej trawie, później zaorane pola aż do piaskowych dróżek między polami. Potem droga zrobiła się trochę bardziej ubita (ziemia, trochę kamieni) bym mógł finalnie lecieć po ubitych kamyczkach (w okolicy cywilizacji :)). Wszystko oczywiście w tych 13 km czyli odcinki każdej nawierzchni trwały po parę kilometrów.
Cóź. Buty jak narazie ok. Po pierwszym założeniu trochę miałem stracha czy nie będą mi obcierać palców, bo w mojej ocenie przód mają w miarę wąski (dopasowany). Wziąłem wprawdzie na to poprawkę i kupiłem je 45 1/3 (a normalnie noszę 44), niemniej jednak uczucie niepewności było. Na szczęście nic mnie jednak nie obtarło – liczę, że tak będzie i na dłuższych dystansach.
Podczas biegu buty są wygodne. Trzeba się trochę przyzwyczaić do ich kolców (tam gdzie był nieliczny asfalt to biegnie się trochę dziwnie).

Sam bieg wszedł mi dość ciężko. Pogoda nijaka. Trochę popadało wcześniej, było ciepło i wilgotno. Miałem wrażenie, że mocno się odwodniłem bo w buzi sucho a ciuchy do wyciśnięcia 🙂 Piaski jednak mocno stopują – wysiłek trzeba włożyć dużo większy w przemieszczanie się niż na asfalcie (czy twardych kamiennych szlakach Gór Sowich). No ale w sumie to dobrze. W Bieszczadach też lekko nie będzie 🙂

TEST – Buty Kalenji Kapteren Crossover Fw13 (początek testu)

Test_sprzetu

TEST – Buty Kalenji Kapteren Crossover Fw13 (początek testu)

Z butami „terenowymi” nie miałem do tej pory wielkiego doświadczenia, chociaż zupełnym przypadkiem pierwsze moje droższe buty biegowe (które kupiłem jakieś 5 lat temu) okazały się takimi właśnie być. Były to Adidasy Boreal Tr (Trial). Przez pierwsze lata tłukłem je zapamiętale w biegach asfaltowych (a zejścia w teren to były sporadyczne przypadki). Z czasem świadomość człowieka jednak rośnie i uświadomiony co mam zacząłem używać je zgodnie z przeznaczeniem.
Wszystko co dobre się jednak kończy i Adidasy udały się na zasłużoną emeryturę (ostatnie biegi w nich odbyłem jeszcze w tym roku, co mimo, że to był model dla mało wymagających biegaczy, ładnie świadczy o ich wytrzymałości).

Jako, że w tym roku kilka biegów mam w typowo offroadowej stylistyce 🙂 to zacząłem rozglądać się za czymś co umożliwi zejście z chodników, ulic i pozwoli komfortowo pokonywać bezdroża.

Noworoczna wizyta w Decathlonie pozwoliła mi wypatrzyć promocyjną okazję na zakup Kalenji Kapteren Crossover Fw13. I takie właśnie obuwie znalazło się w mojej szafie.

Kalenji_Kapteren_01
Buty te są przeznaczone raczej na mniej wymagające trasy. W opisie producent pisze o około 2 treningach w tygodniu, z czasem do około 2 godzin. Najlepsza dla nich nawierzchnia to nierówne ale raczej suche ścieżki i szlaki. Ot typowe lasy, parki jakich wiele.

Kalenji_Kapteren_04

Pierwsze wrażenie po zakupie jest pozytywne. But o ciekawej stylistyce, bezpiecznych kolorach (nie powinien zniszczyć się w terenie tak jak modele jasne) i solidnym wykonaniu. Żadne niedoróbki, skazy w oko mi przynajmniej nie wpadły.

Kalenji_Kapteren_02Widać od razu, że ten model Kalenji dedykowany jest w teren. Masywniejszy od uniwersalnych butów na asfalt. Podeszwa jego jest dość sztywna. But posiada amortyzację ale nie jest miękki ani nie spowalnia biegu. Boki dobrze trzymają stopę.
Wykonany jak pisałem solidnie co odzwierciedla od razu jego waga – rozmiar 45 waży 376 gram.

Pierwsze założenie i kroki w tym obuwiu przebiegły pozytywnie. Eksperymentowałem trochę z sznurowaniem bo miałem wrażenie, że przy luźniejszym trochę rusza mi się w nim noga. Jednak to tylko wrażenie, bo biegnąc w jednym zasznurowanym mocniej, a drugim troszkę lżej żadnych negatywnych oznak nie zanotowałem.

Do tej pory przebiegłem w nich około 30 km więc tak naprawdę są na początku swojego żywota jednak pierwsze wrażenie mam już wyrobione.
Pierwsze 2 biegi po 5 km przebiegły bez żadnych problemów. But dobrze trzymał się na leśnych nierównościach, nie powodował żadnych obtarć lub dyskomfortu. Ostatni dłuższy bieg (około 23 km w czasie ponad 2 godzin) niestety pokazał, że nie jest to raczej but aż na takie szaleństwa. Dorobiłem się bowiem bąbli na górze najmniejszych palców stóp. Wygląda, że uraża to miejsce koniec osłony przodu buta (wzmocnienie czołowe). Ewidentnie nogą czuć było je w środku obuwia, mimo, że dotykając ręką od środka materiał buta jest jednolity.
Troszkę szkoda. Nie ukrywam, że miałem ochotę zabrać te buty na Bieg Rzeżnika. Widać jednak, że segmentacja modeli biegowych (z oferty Kalenji) nie jest przypadkowa i co inne trzeba kupić chcąc potruchtać po parku, a co inne wybierając się na cały dzień w góry.
W kolejnych update-ach test doniosę jak sprawują się te buty po większym kilometrażu. Może dopasują się lepiej do stopy i jeszcze pokażą swoje mocne strony.

Kalenji_Kapteren_03

Z analizy oferty firmy Decathlon wygląda, że ten model buta nie jest już oferowany. Pewnie można go dostać jeszcze w wielu sklepach jednak jego bezpośrednim następcą powinien być Kalenji Kapteren Exlplorer. W Polsce go jednak nie widzę, są za to prostsze Kalenji Kapteren Discover.

Zdjęcia obuwia użyłem ze strony Decathlon. Moje są ciągle w idealnym stanie (brak jakichkolwiek śladów użycia) wiec szkoda wyważać otwarte drzwi i robić je samemu 🙂

 

UPDATE 1 – 19/10/2015

Mija już ponad 6 miesięcy odkąd mam swoje terenowe Kalenji. O ile w początkowym okresie trochę mnie rozczarowały to muszę powiedzieć, że z czasem zyskują na wartości 🙂
Biegałem w nich już kilka dłuższych biegów – od 10 km do 24 km i jest ok. Nic mnie nie obtarło, bieżnik dobrze trzyma w terenie. Albo ułożyły się lepiej do nogi, albo to kwestia zmiany skarpetek. W każdym razie dyskomfortów brak.
Wizualnie z butami nie dzieje się nic złego. Wszystko trzyma się na swoim miejscu, żadnych przetarć.
Zobaczymy jak to będzie dalej ale jak na razie jest ok.